Świeczkomaniaczka: woski Yankee Candle - moje pierwsze wrażenia

Hej :) 

Chyba większość ludzi na tej Ziemi uwielbia, a wręcz kocha, przyjemne i ładne zapachy :). Nie inaczej jest w moim przypadku. Miłośniczką świeczek jestem już od dłuższego czasu. Gdziekolwiek jestem i akurat mają takowe cuda w sprzedaży mam nieodpartą ochotę nabyć kolejną i kolejną, i kolejną (co z tego, że w domu mam już sporo, każda się przyda :D). Świeczkowy rynek oferuje obecnie miliony zapachów i kolorów, więc jak tu się nie zatracić? 




Od jakiegoś czasu moją uwagę przykuły marki, które szczycą się posiadaniem produktów o znacznie większej intensywności i trwałości zapachowej niż zwykłe, ogólnodostępne świeczki. Wśród tych marek znajduje się również firma Yankee Candle. Jednak szalone ceny ich słoiczków sprawiały, że przez długi czas cieszyłam tylko swoje oko, niejednokrotnie przeglądając ich ofertę w internecie, a zmysłowi zapachu dawałam obejść się smakiem (wonnym oczywiście ;D). Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy postanowiłam porzucić (nie na zawsze rzecz jasna, gdyż dalej kocham te  z Bolsius np :)) świeczki i spróbować czegoś nowego, a mianowicie wosków zapachowych. W cenie jednej dużej świecy Yankee Candle można bowiem nabyć kilka wosków (koszt jednego wosku to ok. 8 zł/szt.). Jako iż chciałam tę markę przetestować, nie wydając przy tym małej fortuny, oraz mieć możliwość zmiany co jakiś czas zapachu (a nie spalać jedną świece rok), ta opcja jest dla mnie idealna.



Poleciałam więc do sklepu po kominek do wosków. Zdecydowałam się na początek na najzwyklejszy biały, i przede wszystkim niedrogi (ok. 30 zł), kominek z Rossmanna.

Na pierwszy ogień poszedł zapach o nazwie Vanilla Lime. Odpakowałam go, ukruszyłam zaledwie 1/5 całego wosku, zapaliłam tealighta i... 







... Szok! Doznałam ogromneeego szoku (pozytywnego oczywiście). Ta mała część wosku spowodowała, że w całym pokoju zaczęło pachnieć. I to jak! Świeży limonkowy aromat połaczony z subtelną wanilią spowodował, że od razu przyjemniej siedziało się w pomieszczeniu, które tak ładnie pachniało. Doszłam jednocześnie do wniosku, że większość świeczek, które do tej pory paliłam w domu dawały tylko klimatyczne światło i czasami lekki zapach. Tyle. Dopiero te małe woski uzmysłowiły mi co to znaczy czerpać prawdziwą radość z domowej aromaterapii świeczkami.


Jednak nawet coś tak cudownego ma swoje gorsze wydania. Drugim zapachem, który roztoczył się po moim mieszkaniu był Sparkling Snow (zima za oknem nie przypomina prawdziwej zimy, więc chociaż wosk mógłby oddać klimat puchowej pogody). I tu nastąpiło lekkie rozczarowanie. Pierwsze co przyszło mi do głowy, gdy zapach doszedł do moich nozdrzy było: "to pachnie jak odświeżacz do toalety...". Nie odrzuca, jednak moim ulubieńcem nie zostanie.

Z ratunkiem przyszedł wosk Mango Peach Salsa. Zapach mojego kochanego mango jest bardzo intensywny i słodki. W pokoju zrobiło się cieplej, jakby nagle przyszło lato po tej "toaletowej zimie". Trafił w mój gust idealnie. Nie polecam go jednak osobom, które wolą bardziej delikatne i stonowane zapachy.

Kolekcja wosków powoli się powiększa. Wśród dotychczasowych zdobyczy znalazły się również: Cosy by the Fire, Champaca Blossom oraz Cranberry Twist. Już nie mogę się doczekać aby i je odpalić.



Jak sprawa wygląda z utrzymywaniem się zapachów? Otóż woski nawet po zgaszeniu pozostawiają w pomieszczeniu lekki zapach jeszcze przez jakiś czas (oczywiście jeśli nie utraciły już aromatów zanim go zgasiliśmy). Każdy z nich odpalać można kilkukrotnie, wedle uznania. Można zastosować metodę kruszenia lub od razu położyć na kominku cały wosk. W przypadku metody, którą stosuję ja sama, czyli dzieleniu wosku, za każdym razem gdy chcę go odpalić dokładam nową porcję. Wynika z tego, iż zapach z jednego wosku wydobywać się może około 5 razy. To bardzo dużo jak na taką cenę.



Jak pozbyć się wosku z kominka? Gdy chcę wymienić zapach lub gdy poprzedni wosk utracił już całkowicie swój aromat, wstawiam podgrzewacz do kominka i czekam aż wosk lekko zmięknie. Trwa to dosłownie chwilę. Gdy pod palcami poczujecie, że wosk jest już miękki, wówczas przy nacisku z jednej strony powinien zacząć ładnie odchodzić. Róbcie to ostrożnie aby ciekły wosk się nie wylał (albo nie wystrzelił jak u mnie :P).

Woski Yankee Candle zdecydowanie warte są swojej ceny i stały się moją nową małą obsesją. W planach jest oczywiście zakup kolejnych zapachów.

Tymczasem żegnam się i lecę rozkoszować przyjemnymi zapachami :).

Buziaki :)

P.S. Na pewno jeszcze tu powrócę z woskowym postem, gdy znajdę jakieś perełki :)

LaBonny

15 komentarzy:

  1. Wyglądają bardzo ładnie, szkoda że jeszcze nie miałam okazji ich wypróbować, aż sama się sobie dziwię :D
    POZDRAWIAM MALWA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic jeszcze nie jest stracone, kupuj kupuj bo warto :)

      Usuń
  2. Może i ja się przerzucę? Uwielbiam waniliową świeczkę z Ikei, co wykombinuję!
    Pozdrawiam, Damian.

    http://osnapitzmee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam już duuużo świeczek z Ikea ale ulatniającym się zapachem YC biją je na głowe:)

      Usuń
  3. A ja ciągle zastanawiam się nad kupnem tych wosków.. może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek możesz kupić jeden na próbę :)

      Usuń
  4. Nigdy nie miałam nic z Yankee Candle, ale jestem ciekawa ich produktów :)

    http://londonkidx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie proponuję przekonać się na własnej skórze (a właściwie nosie):)

      Usuń
  5. uwielbiam yc <3
    16lipca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Po tej recenzji musze je w końcu kupić. Od dawna patrze na świeczki, ale trochę szkoda mi tyle wydawać, a zapach może mi nie odpowiadac. Wypróbuję kilka wosków i zobaczę :) Dzięki za recenzje, bardzo się przydała.

    http://moja-pasja-agata.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam pomóc :)

      Usuń
  7. Ja od pewnego czasu także zaznajamiam się z woskami Yankee Candle :) miałam już Cosy by the fire i jest według mnie niesamowity. Pachnie jak orzeźwiające grzane wino, jakkolwiek by to nie brzmiało :D po Twoim opisie bardzo zaciekawił mnie Vanilla Lime, i chociaż nie jestem fanką takich zapachów, to chyba go wypróbuję :)
    zagubionawpokoju.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Cosy by the fire i mnie zachwyci ;)

      Usuń
  8. Doskonale wiem o czym piszesz:)Ja również jestem maniaczką świeczkową, a do tego kocham produkty YC. Swoją przygodę z YC rozpoczęłam tak samo jak Ty od wosków i teraz wiem, że to był strzał w dziesiątkę;) Dziś jestem już szczęśliwą posiadaczką wielu świec YC:) Zapraszam Cię do siebie, gdzie poświęciłam wpis nt. świeczek i wosków YC. Poza tym zapraszam Cię serdecznie na rozdanie u mnie:) http://angelikowo.blogspot.com/2016/03/rozdanie-i-dwie-nagrody-w-marcu.html

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Labonny blog , Blogger